Jak sam uczę się języka? Czyli sposób dla leniwych

Jeśli jeszcze nie wiesz, dlaczego warto samodzielnie uczyć się języków obcych lub jak zaplanować taką naukę, zajrzyj do działu/tagu nauka języków.

Nie chce mi się

Odrzuca cię od podręczników? Nauka dość szybko cię nudzi? Jesteś trochę leniwy? Jest idealny sposób dla ciebie. A właściwie dla każdej osoby zaczynającej od zera naukę języka obcego.

Odpowiedzią na twoje problemy jest metoda Pimsleura.

Metoda Pimsleura? O co chodzi?

Metoda Pimsleura to „bezksiążkowy” sposób nauki języka, który opiera się na wykorzystaniu wyłącznie nagrań audio, krzywej zapomnienia w czasie i zmodyfikowanym systemie zapamiętywania Leitnera.

Każda z lekcji przebiega wg identycznego schematu. Najpierw odgrywany jest krótki dialog, który rozumiesz jedynie częściowo lub nawet wcale – szczególnie w pierwszych lekcjach. Następnie lektor wyjaśnia nieznane zwroty i prosi cię, żebyś od razu je powtarzał. W przypadku jeśli słowa są skomplikowane w wymowie, lektor dzieli je na mniejsze jednostki, tj. sylabizuje. Twoim zadaniem jest powtarzanie ich nagłos (koniecznie!) w kilkusekundowych, sygnalizowanych przerwach.

W każdej lekcji wprowadzane są nowe zwroty, a stare są przypominane w optymalnym czasie, wyliczonym na podstawie krzywej zapomnienia. Taki sposób przyswajania materiału w założeniu ma możliwie najszybciej „przenosić” wyuczone frazy z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej.

Pimsleur uczy nie tyle pojedynczych wyrazów, ile całych zwrotów i zdań. Nie tłumaczy też wcale gramatyki. Cały system opiera się na ciągłym przypominaniu wcześniej przerobionego materiału.

Opisywana metoda jedynie na początku wymaga od ciebie tłumaczenia zadanych zwrotów z języka ojczystego na ten, którego się uczysz. Pimsleur opiera swoją skuteczność na tym, że twoim zadaniem nie jest właśnie tłumaczenie zwrotów i ich bezmyślne powtarzanie, a branie udziału w zaprogramowanych dialogach. Słuchacz dostaje zwykle wskazówki jak odpowiedzieć, a nie co powiedzieć.

Przykład

Przykładowe ćwiczenie-dialog będzie wyglądało tak, że lektor zada ci pytanie w nowo poznawanym języku, np.:

- Czy idziesz dzisiaj do kina?

[Tutaj będzie kilkusekundowa przerwa. Na podstawie wcześniej uzyskanej podpowiedzi „jak” odpowiedzieć, ułożysz odpowiedź w języku, którego się uczysz.]

- Nie, byłem wczoraj.

[Tutaj lektor potwierdzi – lub nie – twoją odpowiedź, wygłaszając poprawny zwrot.]

- Nie, byłem wczoraj.

Twoim zadaniem nie jest wykucie całego dialogu z danej lekcji. Wszystko, co musisz zrobić, to opanować materiał w przynajmniej 80%. W kolejnych lekcjach lektor wróci do sformułowań wcześniej używanych. Nie przejmuj się, niczego nie zapomnisz ;-)

Jak to wygląda?

Większość kursów językowych Pimsleura składa się z trzech poziomów, a każdy poziom to 30 lekcji, każda lekcja trwa ok. 30 minut. Producent zaleca używanie Pimsleura codziennie, co oznacza, że w ciągu ok. 3 miesięcy taki kurs powinieneś ukończyć.

Sprzedawane są także kursy 10-lekcyjne na 5 płytach CD – jednak nie mają one moim zdaniem większej wartości. Są za krótkie, to rodzaj poszerzonych „rozmówek”.

Jeśli jedziesz do pracy samochodem 30 minut, możesz je wreszcie wykorzystać! Pamiętaj tylko, że ta metoda ma sens tylko wtedy, gdy powtarzasz dialogi nagłos. Dlatego też używanie Pimsleura w autobusie czy tramwaju nie wchodzi w grę, chyba że masz tyle samozaparcia i dystansu do siebie, że nie przejmiesz się pukającymi się w czoło ludźmi wokół ciebie.

Czy warto?

Czy 3 miesiące to dużo? Raczej tak, zwłaszcza, że Pimsleur uczy jedynie ok. 600 najważniejszych wyrazów w danym języku, wybranych na podstawie częstotliwości ich występowania. Z drugiej strony – opanujesz wszystkie zwroty na wszelkie możliwe (i przerabiane w kursie) sposoby.

Pimsleur to świetny wstęp do języka, ale tylko i wyłącznie wstęp. Mimo że reklamy tego produktu przekonują, że w zaledwie 3 miesiące będziesz biegle posługiwał się nowym językiem, nie wierz w nie. Pimsleur to też świetne rozwiązanie dla osób, które planują wyjazd na urlop albo dłuższą delegację zagraniczną. Dzięki znajomości podstawowych zwrotów raczej tam nie zginiesz ;-).

Nie można jednak odmówić tej metodzie skuteczności, łatwości i przyjemności w korzystaniu. Po prostu włączasz płytę i odpowiadasz na pytania. Nie ma chyba nic prostszego.

Za to cena jest porażająca. Jeden 30-lekcyjny poziom kosztuje aż 300 dolarów. Zatem jeśli kupisz wszystkie poziomy wydasz niemal 1000 dolarów. To się nie kalkuluje – przecież dużo taniej byłoby zatrudnić prywatnego nauczyciela.

Jednakże nie kalkuluje się tylko wtedy, jeśli rzeczywiście kupisz ten kurs – są wreszcie inne metody jego pozyskania. Nie sugeruję żadnych nieetycznych zachowań - bardzo wiele kursów Pimsleura na CD i kasetach jest dostępnych w bibliotekach… tyle że w USA. Możesz też szukać okazji na aukcjach internetowych i w innych miejscach wg zasady „szukajcie, a znajdziecie”.

Pimsleur jest przeznaczony dla rynku amerykańskiego, więc jest tylko dla osób, które znają angielski – w zupełności wystarczy poziom lower-intermediate (średni niższy), jako że dialogi nie należą do skomplikowanych.

Garść zalet

  • uczy najważniejszych wyrazów
  • skuteczny, łatwy, przyjemny
  • nie wymaga wiele wysiłku
  • możesz korzystać z niego podczas jazdy samochodem
  • kilkadziesiąt języków do wyboru
  • Garść wad

  • horrendalnie wysoka cena
  • wolne tempo nauki
  • mało materiału
  • nie uczy czytać
  • brak polskiej wersji - dostępna tylko po angielsku
  • pudelka od Pimsleura

    Darmowe próbki

    Na stronach wydawnictwa Simon & Schuster dostępne są lekcje próbne z wybranych kursów. Może chcesz się nauczyć czeskiego – kliknij tutaj, żeby odsłuchać pierwszej pełnej lekcji lub tutaj, żeby zobaczyć pełny katalog kursów językowych Pimsleura (strony otworzą się w nowych oknach).

    Zaznaczam, że wszelkie komentarze, które będą choćby sugerowały, skąd pozyskać piracką wersję wspomnianych kursów, będą w całości usuwane.



    Zrób to sam: Budzik, który pokochasz (BKP)

    Czas na zajęcia praktyczno-techniczne! Jak już wcześniej obiecywałem, wytłumaczę ci jak samemu zrobić magiczny budzik, którego nie będziesz codziennie rano ani zrzucać na podłogę, ani tłuc o ścianę, ani przeklinać. Pokochasz go tak jak ja. Naprawdę!

    Mała powtórka z teorii

    Z pewnością pamiętasz artykuł, w którym pisałem o lekkim i głębokim śnie i zasadzie 1,5 h. Jeśli nie, to ten telegraficzny skrót teorii jest dla ciebie.

    Twój sen składa się z kilku powtarzających się w ciągu nocy cykli, a każdy cykl z pięciu faz. Ciebie i mnie najbardziej interesują dwie z nich. Upraszczając, te dwie fazy to sen lekki i sen głęboki. Jeśli ktoś obudzi cię w trakcie trwania głębokiego snu, to będziesz nie do życia, nie będziesz mógł się skupić, możesz mieć problemy z pamięcią, a przede wszystkim – nie będziesz mógł zwlec się z łóżka. Co innego, gdy zostaniesz obudzony wtedy, kiedy śpisz lekko. Wtedy czujesz się świetnie, jesteś pełny energii i masz ochotę żyć, a nawet wstać z łóżka bez zbędnych przekleństw pod adresem budzika.

    Bardziej szczegółowo, a także o zasadzie 1,5-godzinnego cyklu snu, przeczytasz we wpisie pod tytułem Jak spać krócej i lepiej? #1. Nie musisz wykorzystywać zasady 1,5-godzinnego cyklu snu, by korzystać z tego budzika, jednak najlepsze efekty osiągniesz wtedy, gdy zaplanujesz swój sen na podstawie tej zasady.

    Ile zaoszczędzę?

    We wpisie Magiczne budziki za magiczne pieniądze informowałem o ciekawym wynalazku, który sprawdza jak „ruchliwy” jesteś w trakcie snu. Na podstawie tego określa, w której fazie snu aktualnie jesteś i jeżeli jest to faza lekka, to wtedy budzik dzwoni cicho, a ty radośnie wstajesz.

    Budzik SleepTracker jest bardzo drogi, kosztuje niemal 150 dolarów. Czy kiedykolwiek zaoszczędziłeś 150 dolarów na jednym budziku? Teraz masz szansę! Co najważniejsze, ja nic nie sprzedaję. Zatem zyskujesz podwójnie – wreszcie mieć a nie mieć, to różnica prawie 300 zielonych ;-)

    Co jest potrzebne?

    Śrubokręt, lutownica, śrubki, wiertarka i młotek – tego nie potrzebujesz. Na wersję podstawową, czyli tę uboższą, składają się… dwa normalne budziki.

    Cała filozofia Budzika, który pokochasz (BKP) polega na tym, że przed pójściem spać nastawiasz dwa budziki. Co bardzo ważne, jeden z budzików musi mieć możliwość regulacji głośności. Najprawdopodobniej twoja full-wypas komórka takiej możliwości – o dziwo – nie ma. W każdym razie nie ma takiej opcji moja Nokia.

    Mówiąc regulacja głośności mam na myśli możliwość ustawienia bardzo cichego dzwonka. Tak cichego, aby normalnie nie mógł cię obudzić, ale jednak na tyle głośnego, by był słyszalny. Jeśli kiedykolwiek zdarzyło ci się, że ze snu wyrwał cię odgłos wibrującej (=bez dźwięku) na podłodze komórki, to myślę, że mniej więcej dzwonek o takiej głośności w sam raz nadawałby się na twój pierwszy – cichszy - budzik. Może to też być „pikający” budzik w twoim zegarku, jeśli taki nosisz.

    Uruchamiamy wersję podstawową

    Najpierw ustal, o której godzinie chcesz wstać najpóźniej. Jest to ta godzina, na którą do tej pory ustawiałeś budzik, czyli do wtedy, kiedy jeszcze nie znałeś wspaniałego systemu BKP. Po prostu ustawiasz swój głośny budzik jak dotąd, nic nie zmieniasz. Załóżmy, że jest to godzina 7:00.

    Drugi – bardzo cichy – budzik ustaw na 30 minut przed właściwą (ostateczną) godziną budzenia. W naszym przypadku jest to godzina 6:30. Bardzo ważne jest to, żeby budzik był bardzo cichy i dzwonił długo, najlepiej przez 30 minut (co nie jest jednak konieczne).

    Oprócz wspomnianego przeze mnie wcześniej budzika w zegarku na rękę, jako cichy budzik możesz również wykorzystać:

    1. Budzik w wieży/radiu/odtwarzaczu dvd – pamiętaj o wyregulowaniu głośności!
    2. Budzik w twoim komputerze – większość płyt głównych powinna mieć opcję timera, czyli samoistnego włączania się komputera o określonej przez ciebie porze. Ustawienia timera znajdują się w BIOSie twojego komputera. Jeśli nie wiesz, co to jest BIOS i jak zmieniać w nim ustawienia – zrezygnuj z tej metody, bo jeszcze coś popsujesz. Sam szum wiatraczka i odgłosy włączającego się dysku twardego powinny być wystarczająco głośne dla naszych potrzeb. Uwaga: jeśli jesteś informatykiem, to nawet najcichsze odgłosy twojego komputera mogą wyrwać cię z bardzo głębokiego snu! ;-) Więc też lepiej zrezygnuj z tej metody.
    3. Budzik w telewizorze – być może twój telewizor – podobnie jak wieża – ma możliwość włączania się o zadanej porze. Mój telewizor ma taką opcję, inna sprawa, że niestety jakoś nie działa. Sprawdź koniecznie, czy twój „sprzętowy” budzik na pewno chodzi!

    Dlaczego to działa?


    Budzik, który pokochasz opiera się na tym, że – jak już wspomniałem na początku – jesteś dużo bardziej wyspany, kiedy obudzisz się w trakcie lekkiego snu. Żeby obudzić się z lekkiego snu, wystarczy bardzo delikatny bodziec, czyli np. bardzo cichy budzik.

    Pierwszy budzik będzie „sprawdzał” czy na 30 minut przed twoim właściwym budzeniem (np. o 7:00) nie śpisz przypadkiem lekko. Jeśli tak – obudzi cię, jeśli nie – nie usłyszysz go i będziesz spał dalej. Wtedy obudzi cię dopiero drugi – awaryjny i głośny budzik.

    Ulepszenia

    Wkrótce napiszę o metodach udoskonalenia BKP. Są jeszcze dwa jego rodzaje – wersja ulepszona i zaawansowana, które jeszcze bardziej ułatwią ci życie.

    Śpij dobrze - tak jak ja!



    Page 21 of 27« First...«1920212223»...Last »
    
    Copyright © 2007 Rafał Lipnicki. Wszelkie prawa zastrzeżone.