Czego nauczył mnie Parkinson o zarządzaniu czasem?

(…) starsza pani, która nie ma nic do roboty, może poświęcić cały dzień na napisanie i wysłanie pocztówki do swojej siostrzenicy w Bognor Regis. Godzinę zabierze jej znalezienie pocztówki, drugą - szukanie okularów, pół godziny odnalezienie adresu, godzinę i kwadrans napisanie tekstu, dwadzieścia minut - wahanie, czy wziąć parasol idąc do skrzynki na sąsiednią ulicę. Cały ten wysiłek, który zajętemu człowiekowi zajmuje trzy minuty, może zatem dla innej osoby stać się dniem niepokoju, udręki i zmęczenia.

Wspomniana starsza pani nie choruje na Parkinsona – tak naprawdę tytuł artykułu nie ma nic wspólnego z tą chorobą, ani nawet z lekarzem Jamesem Parkinsonem. Chodzi tu o całkiem innego Parkinsona, historyka, autora książki Prawo Parkinsona czyli w pogoni za postępem, zbioru satyrycznych esejów na biurokrację.

Prawo Parkinsona to prawo określające zasady automatycznego rozrastania się biur, instytucji i urzędów:

  1. ilość pracy rośnie aż do całkowitego wypełnienia ram rozporządzalnego czasu
  2. wydatki rosną aż do całkowitego zrównania się z dochodem
  3. rozrost oznacza komplikację, a komplikacja – rozkład
  4. organizm administracyjny, zatrudniający przeszło tysiąc osób, może już funkcjonować w obwodzie zamkniętym
  5. (Słownik wyrazów obcych W. Kopalińskiego)

Fragment z początku wpisu, który pochodzi z książki Parkinsona, nie jest najlepszy, bo sugeruje, że to być może niedołężność starszej pani sprawia, że tak słabo radzi sobie z wysyłaniem pocztówek.

Wystarałem się więc o taki bardziej życiowy przykład, który powinien brzmieć dla ciebie znajomo. Z pewnością bardzo dobrze znasz szkolny podział na kujonów i na tych normalnych. Załóżmy, że do pierwszej grupy należy Irek, do drugiej – Rafał ;-) Irek przygotowuje się do sprawdzianów zwykle calutki tydzień, a Rafał – robi to w ostatniej chwili, a więc spędza na naukę dzień, jeśli nie jeden wieczór. Założenie nr 2: poziom inteligencji uczniów jest ten sam. Jak się okazuje, wyniki sprawdzianów zwykle są bardzo podobne.

Jaki z tego morał? Nie, załatwianie wszystkiego na ostatnią chwilę wcale nie jest takie mądre :-). Parkinson udowadnia, że jeśli postanowisz, że zrobisz coś w 7 dni, to zrobisz to w 7 dni, jeśli jednak skrócisz dostępny czas o połowę, to samo zadanie wykonasz w niewiele ponad 3 dni. Efekt dokładnie ten sam, czas wykonania – zdecydowanie różny.

Dotyczy to tak samo nauki, pracy biurowej, jak i każdej innej. Jeśli ilość pracy rośnie aż do całkowitego wypełnienia ram rozporządzalnego czasu, to ogranicz ilość czasu, żeby zmniejszyć ilość pracy.

Masz tydzień na przeczytanie jakiejś książki? Przeczytaj ją w jeden wieczór. Jak pisze T. Buzan samo postanowienie, że chcesz czytać szybciej sprawi, że twoja prędkość czytania trochę się zwiększy. No i przez następne 6 dni będziesz mógł poczytać coś innego.

Przeraża cię ogrom papierkowej roboty? I masz na to tylko 3 godziny? Zrób to samo w 2 godziny. Pracuj na wyższych obrotach, a w rezultacie będziesz miał więcej czasu dla siebie. Przeczytaj o timeboksingu, czyli stosowaniu timera/minutnika podczas pracy.

Postanów, że będziesz pracował szybciej, a rzeczywiście będziesz. Powolna praca nie jest wcale lepsza od tej szybszej. Bardzo powoli i bardzo dokładnie ≠ dobrze. To, że robisz coś szybciej niż zwykle, nie oznacza, że robisz to źle, robisz to efektywniej.

Jeśli spodobał ci się ten wpis, poleć go innym na: Wykopie, Gwarze lub OnMedia

 Drukuj dodajdo.com



5 komentarzy do “Czego nauczyÅ‚ mnie Parkinson o zarzÄ…dzaniu czasem?”

  1. Sprawdza siÄ™!

    jak zwali siÄ™ na gÅ‚owÄ™ liczba zadaÅ„ bliżej nieokreÅ›lona, to potrafiÄ™ wszystko zaÅ‚atwić w jeden wieczór… a zwykle wyjÅ›cie do fotografa, gdy jest to jedyna rzecz do zrobienia, nawet w trybie ‘jak najszybciej’, zajęło mi dwa tygodnie…

  2. Hey, mysle ze prawo to jest dosc oczywiste, ale wybrales dosc splycajacy przyklad. Czesto jest tak jak mowisz, w szczegolnosci w podstawowce bez problemu mozna bylo sie na sprawdzian polroczny nauczyc w jeden wieczor. Uczenie sie systematyczne ma te przewage nad “ostatnim wieczorem”, ze wiedza przechodzi do pamieci dlugotrwalej w miare powtarzania.

  3. Sylwio, to nie musi być podstawówka, może być liceum albo studia (choć z pewnością nie dotyczy to wszystkich przedmiotów czy kierunków).

    PrzykÅ‚ad być może “pÅ‚ytki”, ale myÅ›lÄ™, że przemawiajÄ…cy raczej do wszystkich. Jak wÅ‚aÅ›nie udowodniÅ‚aÅ›, nie jest idealny tak samo, jak nie jest idealny przykÅ‚ad C. Parkinsona ;-)

    Czy prawo jest oczywiste? Chyba jednak nie, jeśli się przyjrzeć temu, jak wygląda praca sporej liczby (większości?) osób. I nie chodzi tu wcale o robienie wszystkiego na ostatnią chwilę.

    Weźmy przykład sprzątania piwnicy z postu o timeboksingu. Jeśli postanowisz, że uprzątniesz wszystkie graty w 8 godzin, to wyrobisz się w tym czasie i raczej nie skończysz wcześniej. Odejmij od tego czasu ze 2-3 godziny i też się wyrobisz. Należałoby sobie uświadomić właśnie to, że czasu zwykle mamy w nadmiarze i że mając na coś więcej czasu, wcale nie jesteśmy w bardziej komfortowej sytuacji, bo kto jest zwykle bardziej zmęczony po pracy - ktoś kto pracował 8 godzin czy 4?

  4. Nawiązując do tych 7 dni. Według mojej opinii osoba, która planuje że wykona zadanie w ciągu 7 dni tylko po to żeby później zastosować metodę timeboxingu i kompresji zadania (mając na uwadze że zna te metody) zaplanuje sobie z góry że wykona zadanie w 3 dni. Trochę to bez sensu

  5. Marcin: Rozumiem, co masz na myśli, ale do sprawy można podejść trochę inaczej.

    Jeśli np. tydzień w tydzień masz do przerobienia stertę papierów i wiesz, że zwykle zajmuje ci to 6 godzin (bo praca polega mniej więcej na tym samym każdego tygodnia) lub czytanie książki zajmuje ci zwykle tydzień (bo masz określone tempo czytania), to jeśli obetniesz swój rozporządzalny czas o 1/3 albo 1/2 to i tak się wyrobisz, nawet jeśli uważasz, że tego czasu i tak masz za mało.

    Jednak w przypadku jakiegoś niepowtarzalnego zadania - jak trafnie zauważyłeś - trudno korzystać z prawa Parkinsona.

Dodaj komentarz


Copyright © 2007 Rafał Lipnicki. Wszelkie prawa zastrzeżone.